2011/10/02

Paris, j'adore!

Od dawna czekałam na pokaz nowej kolekcji Jean'a Paul'a Gaultier'a-jak zwykle coś oryginalnego, względnie innego. Postulat spełniony-jaki efekt?
Wchodząc do sali goście mogli przeniesć się w czasie. W tle słychać było tylko dźwięki brzęczących kieliszkow szampana, żadnej muzyki, jedynie francuska i angielska narracja oraz stukające obcasy modelek niosących kartki z numerami look'ów, niczym w latach 50.
Oglądając zdjęcia nie mam wątpliwości, że Gaultier zasługuje na bycie w tym miejscu, wktórym się znajduje, bo osiągnął to dzięki wielkiemu talentowi i pracy. Imitacje tatuaży, wymyślna bielizna, trochę klasyki i ogrom osobliwości. W zachwyt nie popadłam, ale na wybiegu zagościło wiele kreacji godnych uwagi.









Paryski tydzień mody zaowocował w kolejną kolekcję Alber'a Elbaz'a przewodzącemu Lavin. Cała oprawa sprawiła, że pokaz stał się spektaklem, a od strojów nie można oderwać oczu. W zamyśle projektanta inspiracją miał być temat anioła w piekle, jednak w trakcie rysowania anioł wrócił na ziemię. Wężowe printy na sukienkach pozostały echem początkowego planu, a szerokie ramiona interpretowane są jako pozostałości bo niebiańskich skrzydłach.
Czernie, faktury, światła, to wszystko sprawiało, że marzenie senne złączyło się w miłosnym uścisku z silnie stąpającą po ziemi kobietą. "Moc można kupić, siły nie"-powiedział Elbaz. Moje serce ujęła prostota i zawsze ujmować będzie, szczególnie ta autorstwa Alber'a.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz